Kara za bezprawne zwolnienie!
2008-01-30 15:15:35
Aktualizacja: 2008-01-30 15:15:35
Bezduszna właścicielka małego coffee shopu ogłosiła bankructwo. Wszystko przez jedno pochopne posunięcie – zwolnienie ciężarnej Polki.
Dla pani Małgorzaty Dmitrzak data 24 października 2007 roku na długo pozostanie w pamięci. Tego dnia postanowiła powiedzieć swojej szefowej o tym, że jest w ciąży. – Byłam prawie w piątym miesiącu, dlatego nie zamierzałam dłużej zwlekać. Chciałam być fair wobec swoich pracodawców – wspomina. Pani Małgorzata pracowała w lokalnym coffee shopie w centrum Londynu od czerwca 2007 roku. Przez prawie pół roku nikt nie zwrócił jej na nic uwagi, przeciwnie – była chwalona. Kilka razy dostała nawet premię za dobrą pracę. Wszystko zmieniło się, kiedy powiedziała swojej zwierzchniczce, że jest w ciąży. – Na początku zareagowała jeszcze normalnie, choć już wtedy mogłam się domyśleć, że coś jej nie pasuje – mówi pani Małgorzata.
Bezpodstawne zwolnienie
Prawdziwa burza wybuchła po tygodniu. – Szefowa zarzuciła mi, że jestem wulgarna wobec klientów i „obijam się” w pracy. Dostałam 2-tygodniowy okres wypowiedzenia. To jakiś absurd – żali się pani Dmitrzak – Było widać, że jestem w ciąży, więc wymyślanie takich bajek było po prostu nie na miejscu. I tak wszyscy w kawiarni wiedzieli, że prawdziwym powodem mojego zwolnienia była ciąża. Przez pół roku pracy panią Małgorzatę polubili stali bywalcy coffee shopu. Oni też nie mogli zrozumieć, dlaczego sympatyczna Polka musi odejść.
Ostatni raz w pracy pojawiła się 14 grudnia. – W „akcie łaski” szefowa zaproponowała mi zajęcie dorywcze, tzw. part–time, na gorszych warunkach. – wspomina coraz bardziej rozżalona. Odmówiła. Wróciła do Polski na święta. Chciała zebrać myśli, pobyć z rodziną. Po powrocie do Londynu, do pracy w coffee shopie już nie wróciła.
Znajomi poradzili jej, żeby ze swoim problemem poszła do jednego z londyńskich Citizens Advice Bureau, placówki, która zajmuje się m.in. przypadkami kobiet poszkodowanych w pracy. Pani Małgorzata wspomina, że bardzo jej tam pomogli. Dzięki nim trafiła do kancelarii Dettlaff Solicitors, specjalizującej się w prawie pracy, a która na zasadzie no win no fee (nie wygramy, nie weźmiemy pieniędzy) postanowiła podjąć się prowadzenia sprawy poszkodowanej Polski.
Wygrana była niemal pewna…
– Od razu zorientowałem się, że tę sprawę można wygrać – mówi prawnik Michał Porzyczkowski z kancelarii Dettlaff Solicitiors. – Wynika to z tego, że została zwolniona niemal od razu, tuż po tym, jak szefostwo dowiedziało się, że jest w ciąży. Wcześniej uważana była za dobrego pracownika, co zaś wskazuje na to, że przyczyną zwolnienia nie była zła praca, ale stan, w jakim była kobieta – tłumaczy prawnik.
Jak nie trudno się domyślić, w odpowiedzi na pozew prawników pani Dmitrzak,
jej pracodawcy mówili, że to nie ciąża była powodem rozwiązania umowy o pracę, ale zachowanie Polki.
– Opowiadali o jakiejś wyimaginowanej sytuacji, podczas której nasza klientka podobno uderzyła męża właścicielki łokciem w brzuch. Rzecz miała się dziać w lokalu – tłumaczy Michał Porzyczkowski.
Sąd jednak nie uwierzył w te wyjaśnienia. Choć od samego początku sprawa Polki zmierzała w dobrym kierunku, okres walki o swoje prawa pani Dmitrzak wspomina jako „zły sen”. Szczególnie ciężko było jej, kiedy urodziła dziecko. – Maluch powinien być w domu, a nie jeździć po sądach – mówi kobieta. – A ja nie miałam go z kim zostawić. Zdarzało się więc, że na rozprawach pojawiała się razem z dzieckiem. Dlatego też potrzebne było aż pięć posiedzeń sądu, ponieważ ze względu na fakt, że kobieta karmiła co dwie godziny, trzeba było robić półgodzinne przerwy.
W końcu pani Małgorzata usłyszała sprawiedliwy wyrok – sąd zasądził jej 10,150 funtów odszkodowania.
Trzeba walczyć o swoje prawa
– Teoretycznie pracodawca ma możliwość odwołania się od tego wyroku, ale w praktyce nie jest to wcale proste, bo musiałby udowodnić, że sędzia źle zaaplikował prawo, czyli mówiąc innymi słowy, po prostu się pomylił – wyjaśnia Michał Porzyczkowski.
Pani Małgorzata ma jednak nadzieję, że to już definitywny koniec tej sprawy. Niedługo minie rok, kiedy bezprawnie wyrzucono ją z pracy. Polka wierzy jednak, że jej przypadek pomoże innym kobietom, które mają podobne problemy ze swoim pracodawcą. – Wiem, że moja sprawa nie jest odosobniona – mówi. – Problem w tym, że nasze rodaczki rzadko walczą o swoje prawa, gdyż boją się albo nie wiedzą, jak się do tego zabrać. Mam nadzieję, że będą teraz choć trochę odważniejsze.
– Problem polega na tym, że Polki bardzo często nie znają swoich praw i nie oddają takich spraw do sądów – mówi prawnik Dettlaff Solicitors.
Często nawet te, które są świadome i chciałyby coś zrobić z nieuczciwymi pracodawcami, nie wiedzą, do kogo się udać. Na londyńskim rynku nie ma bowiem zbyt wielu firm prawniczych, które byłyby gotowe poprowadzić tego typu sprawy na zasadach no win, no fee, a tym samym brać na siebie ryzyko jej prowadzenia. Dopiero w przypadku wygranej sprawy, prawnicy odciągają należny im procent.
Krzywda na uczuciach
Według prawa obowiązującego w Wielkiej Brytanii, aby nie zostać bezprawnie zwolnionym, trzeba u jednego pracodawcy przepracować minimum 12 miesięcy. Jednym z wyjątków od tej zasady jest sytuacja, gdy osoba zostaje usunięta z pracy ze względu na ciążę.
– Jeżeli kobieta zostaje zwolniona ze względu na to, że spodziewa się dziecka, nie musi być spełniona przesłanka 12 przepracowanych miesięcy – tłumaczy Michał Porzyczkowski. – Nawet jeśli przepracuje tydzień i jest usunięta z pracy ze względu na ciążę, to także może walczyć o swoje prawa przed sądem.
Ponadto należy pamiętać, że przy tego typu zwolnieniach mamy do czynienia z dyskryminacją ze względu na płeć.
– Z tego zaś powodu sąd może zasądzić coś, co nazywa się compensation for injury, feelings, czyli odszkodowanie za krzywdę na uczuciach, które może wynieść nawet do pięciu tysięcy funtów – mówi dalej prawnik z Dettlaff Solicitors.
Aby jednak ubiegać się o jakiekolwiek zadośćuczynienie, trzeba działać bardzo szybko. Roszczenie powstałe wskutek bezprawnego zwolnienia, tak jak większość wynikających z prawa pracy, przedawnia się po trzech miesiącach, licząc od daty zwolnienia.
W tym czasie poszkodowany pracownik jest zmuszony po pierwsze znaleźć prawnika, który zdecyduje się poprowadzić jego sprawę, najczęściej na zasadach no win no fee, gdyż większość zwolnionych nie dysponuje wystarczającą ilością środków, by płacić za taką pomoc z własnej kieszeni, a poza tym musi się spieszyć, by w ciągu tych trzech miesięcy złożyć do sądu pozew. Nawet jednodniowe spóźnienie równoznaczne jest z odrzuceniem pozwu.
Katarzyna Kopacz, Wojciech Rynkiewicz – Goniec Polski
Dla pani Małgorzaty Dmitrzak data 24 października 2007 roku na długo pozostanie w pamięci. Tego dnia postanowiła powiedzieć swojej szefowej o tym, że jest w ciąży. – Byłam prawie w piątym miesiącu, dlatego nie zamierzałam dłużej zwlekać. Chciałam być fair wobec swoich pracodawców – wspomina. Pani Małgorzata pracowała w lokalnym coffee shopie w centrum Londynu od czerwca 2007 roku. Przez prawie pół roku nikt nie zwrócił jej na nic uwagi, przeciwnie – była chwalona. Kilka razy dostała nawet premię za dobrą pracę. Wszystko zmieniło się, kiedy powiedziała swojej zwierzchniczce, że jest w ciąży. – Na początku zareagowała jeszcze normalnie, choć już wtedy mogłam się domyśleć, że coś jej nie pasuje – mówi pani Małgorzata.
Bezpodstawne zwolnienie
Prawdziwa burza wybuchła po tygodniu. – Szefowa zarzuciła mi, że jestem wulgarna wobec klientów i „obijam się” w pracy. Dostałam 2-tygodniowy okres wypowiedzenia. To jakiś absurd – żali się pani Dmitrzak – Było widać, że jestem w ciąży, więc wymyślanie takich bajek było po prostu nie na miejscu. I tak wszyscy w kawiarni wiedzieli, że prawdziwym powodem mojego zwolnienia była ciąża. Przez pół roku pracy panią Małgorzatę polubili stali bywalcy coffee shopu. Oni też nie mogli zrozumieć, dlaczego sympatyczna Polka musi odejść.
Ostatni raz w pracy pojawiła się 14 grudnia. – W „akcie łaski” szefowa zaproponowała mi zajęcie dorywcze, tzw. part–time, na gorszych warunkach. – wspomina coraz bardziej rozżalona. Odmówiła. Wróciła do Polski na święta. Chciała zebrać myśli, pobyć z rodziną. Po powrocie do Londynu, do pracy w coffee shopie już nie wróciła.
Znajomi poradzili jej, żeby ze swoim problemem poszła do jednego z londyńskich Citizens Advice Bureau, placówki, która zajmuje się m.in. przypadkami kobiet poszkodowanych w pracy. Pani Małgorzata wspomina, że bardzo jej tam pomogli. Dzięki nim trafiła do kancelarii Dettlaff Solicitors, specjalizującej się w prawie pracy, a która na zasadzie no win no fee (nie wygramy, nie weźmiemy pieniędzy) postanowiła podjąć się prowadzenia sprawy poszkodowanej Polski.
Wygrana była niemal pewna…
– Od razu zorientowałem się, że tę sprawę można wygrać – mówi prawnik Michał Porzyczkowski z kancelarii Dettlaff Solicitiors. – Wynika to z tego, że została zwolniona niemal od razu, tuż po tym, jak szefostwo dowiedziało się, że jest w ciąży. Wcześniej uważana była za dobrego pracownika, co zaś wskazuje na to, że przyczyną zwolnienia nie była zła praca, ale stan, w jakim była kobieta – tłumaczy prawnik.
Jak nie trudno się domyślić, w odpowiedzi na pozew prawników pani Dmitrzak,
jej pracodawcy mówili, że to nie ciąża była powodem rozwiązania umowy o pracę, ale zachowanie Polki.
– Opowiadali o jakiejś wyimaginowanej sytuacji, podczas której nasza klientka podobno uderzyła męża właścicielki łokciem w brzuch. Rzecz miała się dziać w lokalu – tłumaczy Michał Porzyczkowski.
Sąd jednak nie uwierzył w te wyjaśnienia. Choć od samego początku sprawa Polki zmierzała w dobrym kierunku, okres walki o swoje prawa pani Dmitrzak wspomina jako „zły sen”. Szczególnie ciężko było jej, kiedy urodziła dziecko. – Maluch powinien być w domu, a nie jeździć po sądach – mówi kobieta. – A ja nie miałam go z kim zostawić. Zdarzało się więc, że na rozprawach pojawiała się razem z dzieckiem. Dlatego też potrzebne było aż pięć posiedzeń sądu, ponieważ ze względu na fakt, że kobieta karmiła co dwie godziny, trzeba było robić półgodzinne przerwy.
W końcu pani Małgorzata usłyszała sprawiedliwy wyrok – sąd zasądził jej 10,150 funtów odszkodowania.
Trzeba walczyć o swoje prawa
– Teoretycznie pracodawca ma możliwość odwołania się od tego wyroku, ale w praktyce nie jest to wcale proste, bo musiałby udowodnić, że sędzia źle zaaplikował prawo, czyli mówiąc innymi słowy, po prostu się pomylił – wyjaśnia Michał Porzyczkowski.
Pani Małgorzata ma jednak nadzieję, że to już definitywny koniec tej sprawy. Niedługo minie rok, kiedy bezprawnie wyrzucono ją z pracy. Polka wierzy jednak, że jej przypadek pomoże innym kobietom, które mają podobne problemy ze swoim pracodawcą. – Wiem, że moja sprawa nie jest odosobniona – mówi. – Problem w tym, że nasze rodaczki rzadko walczą o swoje prawa, gdyż boją się albo nie wiedzą, jak się do tego zabrać. Mam nadzieję, że będą teraz choć trochę odważniejsze.
– Problem polega na tym, że Polki bardzo często nie znają swoich praw i nie oddają takich spraw do sądów – mówi prawnik Dettlaff Solicitors.
Często nawet te, które są świadome i chciałyby coś zrobić z nieuczciwymi pracodawcami, nie wiedzą, do kogo się udać. Na londyńskim rynku nie ma bowiem zbyt wielu firm prawniczych, które byłyby gotowe poprowadzić tego typu sprawy na zasadach no win, no fee, a tym samym brać na siebie ryzyko jej prowadzenia. Dopiero w przypadku wygranej sprawy, prawnicy odciągają należny im procent.
Krzywda na uczuciach
Według prawa obowiązującego w Wielkiej Brytanii, aby nie zostać bezprawnie zwolnionym, trzeba u jednego pracodawcy przepracować minimum 12 miesięcy. Jednym z wyjątków od tej zasady jest sytuacja, gdy osoba zostaje usunięta z pracy ze względu na ciążę.
– Jeżeli kobieta zostaje zwolniona ze względu na to, że spodziewa się dziecka, nie musi być spełniona przesłanka 12 przepracowanych miesięcy – tłumaczy Michał Porzyczkowski. – Nawet jeśli przepracuje tydzień i jest usunięta z pracy ze względu na ciążę, to także może walczyć o swoje prawa przed sądem.
Ponadto należy pamiętać, że przy tego typu zwolnieniach mamy do czynienia z dyskryminacją ze względu na płeć.
– Z tego zaś powodu sąd może zasądzić coś, co nazywa się compensation for injury, feelings, czyli odszkodowanie za krzywdę na uczuciach, które może wynieść nawet do pięciu tysięcy funtów – mówi dalej prawnik z Dettlaff Solicitors.
Aby jednak ubiegać się o jakiekolwiek zadośćuczynienie, trzeba działać bardzo szybko. Roszczenie powstałe wskutek bezprawnego zwolnienia, tak jak większość wynikających z prawa pracy, przedawnia się po trzech miesiącach, licząc od daty zwolnienia.
W tym czasie poszkodowany pracownik jest zmuszony po pierwsze znaleźć prawnika, który zdecyduje się poprowadzić jego sprawę, najczęściej na zasadach no win no fee, gdyż większość zwolnionych nie dysponuje wystarczającą ilością środków, by płacić za taką pomoc z własnej kieszeni, a poza tym musi się spieszyć, by w ciągu tych trzech miesięcy złożyć do sądu pozew. Nawet jednodniowe spóźnienie równoznaczne jest z odrzuceniem pozwu.
Katarzyna Kopacz, Wojciech Rynkiewicz – Goniec Polski
Dodaj do ulubionych
Startuj z nami















Drukuj
Wyślij


Wasze komentarze
Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.
(2008-02-20 15:32:58)
moj komentarz
moj komentarz sie nie podobal?a byl prawdziwy.~Alex
(2008-02-20 15:31:39)
nie macie o czym pisac?
Te historie opisaliscie duzo wczesniej,kilka miesiecy temu.Zmienione zostaly tylko daty i nazwisko dziewczyny hahaha.A prawnicy z Dettlaff Solicitors sa tu tak pieknie opisani...a prawda jest inna.Ja tez chcialem walczyc o swoje prawa jak zachecacie a zostalem oskarzony o oszustwo slowne i nazwany klamca.Sprawa dla prawnika byla nowa i trudna.Nie wiedzial jak sie za nia zabrac wiec oddalil mnie z kwitkiem.Wcale nie jest tak z ta pomoca jak jest opisane.A tej firmy nikomu nie polecam!~Alex