Latający lekarze
2008-02-11 16:15:51
Aktualizacja: 2008-02-11 16:17:08
Doktor Robiński pochodzi z Poznania, ale co drugi weekend w miesiącu, po czterodniowym tygodniu pracy w Polsce, leci do pracy w Szkocji. Historię latającego doktora pokazał ostatnio program publicystyczny BBC – Newsnight.
Doktor Piotr Robiński mieszka i pracuje w Poznaniu – tzn. od poniedziałku do czwartku. Od piątku do niedzieli – raz na dwa tygodnie – mieszka i pracuje w Aberdeen w Szkocji.
W „szkockie weekendy” Robiński po pracy w poznańskiej klinice jedzie na lotnisko do Wrocławia, skąd leci samolotem do Glasgow. Następnie jedzie samochodem do szkockiego miasteczka. Tam przez kolejne pięć godzin pełni dyżur w miejscowym ośrodku zdrowia.
Pracowity weekend w Szkocji
Anthony Halperin ze Stowarzyszenia Pacjentów (Patients Association), po zapoznaniu się z rozkładem Robińskiego z oburzeniem stwierdza, że polski doktor nie powinien tak ciężko oraz długo pracować i na pewno jest zbyt zmęczony, by skutecznie diagnozować, a także leczyć chorych, stanowiąc tym samym zagrożenie dla zdrowia pacjentów.
– Nie wyobrażam sobie, w jaki sposób mógłbym w takich warunkach poświęcić należytą uwagę pacjentom – mówi brytyjski lekarz.
Polski doktor nie zgadza się jednak ze stawianymi mu zarzutami:
– Podróż zajmuje mi około 12 godzin, ale po przylocie, w piątki, pracuję niedużo i wcześnie kładę się spać. Następnego dnia rano jestem wypoczęty i gotowy do pracy w Aberdeen.
W sobotę i niedzielę Robiński pracuje po dziewięć godzin. Za godzinę pracy dostaje 80 funtów, a w przypadku świąt jego stawka wzrasta nawet do 200 funtów za godzinę. Taka oferta zarówno dla Polaka, który chce podreperować domowy budżet, jak i dla Brytyjczyków, którym brakuje lekarzy, wydaje się być doskonałym rozwiązaniem.
Nic więc dziwnego, że firma, dla której pracuje doktor Robiński – Cherry Tree Medical – zatrudnia na podobnych warunkach około 40 medyków.
Pracują zbyt ciężko?!
Szkocka agencja pracy zatrudniająca polskich lekarzy, nie jest jednak odosobnionym przypadkiem. Jak podaje jedna z lokalnych gazet, w Irlandii Północnej około 30 lekarzy – głównie z Polski – pełni dyżury nocne i weekendowe, którymi gardzi miejscowy personel medyczny. W 2005 roku, kiedy w Irlandii zaczęli pojawiać się pierwsi podróżujący medycy z Polski, ich godzinne stawki wynosiły 60 funtów.
Latający lekarze budzą jednak coraz więcej kontrowersji i uwag ze strony brytyjskiej Izby Lekarskiej. Zdaniem jej dyrektora, Hamisha Meldruma, system sprowadzania lekarzy z zagranicy na weekendowe czy nocne dyżury jest niepotrzebnie skomplikowany i utrudnia kontrole ośrodków oraz zatrudnianego w nich personelu.
I chociaż szef agencji zatrudniającej Robińskiego, Alistair Stevenson, tłumaczy, że wszyscy doktorzy z Polski są instruowani, by ograniczać liczbę godzin przepracowanych przed przylotem do Szkocji, to „w praktyce trudno to sprawdzić”.
Swoje obawy co do skuteczności i zdolności do pracy weekendowych medyków wyraża również brytyjskie Ministerstwo Zdrowia.
– Lekarz lub inny profesjonalista w stanie niezdolności do pracy jest nie do przyjęcia. Jeśli zostaje na niego złożona skarga, Rada Lekarska powinna natychmiast przeprowadzić kontrolę i podjąć odpowiednie działania, włącznie z usunięciem go z listy zdolnych do wykonywania zawodu w Wielkiej Brytanii – mówi sekretarz stanu, Ian Bradshow.
Drugi etat, nic nowego!
Politykom i urzędnikom najłatwiej jednak przychodzi krytyka innych.
System latających lekarzy w rzeczywistości stał się koniecznością po tym, jak w 2004 roku 90 proc. ośrodków zdrowia zatrudniających lekarzy ogólnych w Wielkiej Brytanii oznajmiło, że nie jest w stanie zapewnić personelu medycznego oferującego dyżury lekarskie po godzinach. Brytyjscy doktorzy tzw. GP stwierdzili, że są zbyt zmęczeni, by pracować na dodatkowych zmianach i zrezygnowali z obowiązku całodobowej odpowiedzialności oraz nocnych wizyt domowych.
Luki w kadrach medycznych na Wyspach z zadowoleniem wypełnili latający lekarze z Polski. Jak tłumaczy Robiński, dla jego kolegów po fachu z Polski podwójne zatrudnienie to nic nowego: – Doktorzy w Polsce bardzo często pracują w kilku różnych placówkach naraz, więc jest to zupełnie normalne, że ja również podjąłem pracę w drugim ośrodku. Jeśli nie zostałbym zatrudniony w Szkocji, poszukałbym drugiej kliniki w Polsce... Nie wiem, czy z czasem ciągłe podróżowanie nie zacznie mi przeszkadzać. Jeśli tak się stanie, zatrudnię się na drugi etat w Polsce.
Dorota Bawołek - Goniec Polski
Doktor Piotr Robiński mieszka i pracuje w Poznaniu – tzn. od poniedziałku do czwartku. Od piątku do niedzieli – raz na dwa tygodnie – mieszka i pracuje w Aberdeen w Szkocji.
W „szkockie weekendy” Robiński po pracy w poznańskiej klinice jedzie na lotnisko do Wrocławia, skąd leci samolotem do Glasgow. Następnie jedzie samochodem do szkockiego miasteczka. Tam przez kolejne pięć godzin pełni dyżur w miejscowym ośrodku zdrowia.
Pracowity weekend w Szkocji
Anthony Halperin ze Stowarzyszenia Pacjentów (Patients Association), po zapoznaniu się z rozkładem Robińskiego z oburzeniem stwierdza, że polski doktor nie powinien tak ciężko oraz długo pracować i na pewno jest zbyt zmęczony, by skutecznie diagnozować, a także leczyć chorych, stanowiąc tym samym zagrożenie dla zdrowia pacjentów.
– Nie wyobrażam sobie, w jaki sposób mógłbym w takich warunkach poświęcić należytą uwagę pacjentom – mówi brytyjski lekarz.
Polski doktor nie zgadza się jednak ze stawianymi mu zarzutami:
– Podróż zajmuje mi około 12 godzin, ale po przylocie, w piątki, pracuję niedużo i wcześnie kładę się spać. Następnego dnia rano jestem wypoczęty i gotowy do pracy w Aberdeen.
W sobotę i niedzielę Robiński pracuje po dziewięć godzin. Za godzinę pracy dostaje 80 funtów, a w przypadku świąt jego stawka wzrasta nawet do 200 funtów za godzinę. Taka oferta zarówno dla Polaka, który chce podreperować domowy budżet, jak i dla Brytyjczyków, którym brakuje lekarzy, wydaje się być doskonałym rozwiązaniem.
Nic więc dziwnego, że firma, dla której pracuje doktor Robiński – Cherry Tree Medical – zatrudnia na podobnych warunkach około 40 medyków.
Pracują zbyt ciężko?!
Szkocka agencja pracy zatrudniająca polskich lekarzy, nie jest jednak odosobnionym przypadkiem. Jak podaje jedna z lokalnych gazet, w Irlandii Północnej około 30 lekarzy – głównie z Polski – pełni dyżury nocne i weekendowe, którymi gardzi miejscowy personel medyczny. W 2005 roku, kiedy w Irlandii zaczęli pojawiać się pierwsi podróżujący medycy z Polski, ich godzinne stawki wynosiły 60 funtów.
Latający lekarze budzą jednak coraz więcej kontrowersji i uwag ze strony brytyjskiej Izby Lekarskiej. Zdaniem jej dyrektora, Hamisha Meldruma, system sprowadzania lekarzy z zagranicy na weekendowe czy nocne dyżury jest niepotrzebnie skomplikowany i utrudnia kontrole ośrodków oraz zatrudnianego w nich personelu.
I chociaż szef agencji zatrudniającej Robińskiego, Alistair Stevenson, tłumaczy, że wszyscy doktorzy z Polski są instruowani, by ograniczać liczbę godzin przepracowanych przed przylotem do Szkocji, to „w praktyce trudno to sprawdzić”.
Swoje obawy co do skuteczności i zdolności do pracy weekendowych medyków wyraża również brytyjskie Ministerstwo Zdrowia.
– Lekarz lub inny profesjonalista w stanie niezdolności do pracy jest nie do przyjęcia. Jeśli zostaje na niego złożona skarga, Rada Lekarska powinna natychmiast przeprowadzić kontrolę i podjąć odpowiednie działania, włącznie z usunięciem go z listy zdolnych do wykonywania zawodu w Wielkiej Brytanii – mówi sekretarz stanu, Ian Bradshow.
Drugi etat, nic nowego!
Politykom i urzędnikom najłatwiej jednak przychodzi krytyka innych.
System latających lekarzy w rzeczywistości stał się koniecznością po tym, jak w 2004 roku 90 proc. ośrodków zdrowia zatrudniających lekarzy ogólnych w Wielkiej Brytanii oznajmiło, że nie jest w stanie zapewnić personelu medycznego oferującego dyżury lekarskie po godzinach. Brytyjscy doktorzy tzw. GP stwierdzili, że są zbyt zmęczeni, by pracować na dodatkowych zmianach i zrezygnowali z obowiązku całodobowej odpowiedzialności oraz nocnych wizyt domowych.
Luki w kadrach medycznych na Wyspach z zadowoleniem wypełnili latający lekarze z Polski. Jak tłumaczy Robiński, dla jego kolegów po fachu z Polski podwójne zatrudnienie to nic nowego: – Doktorzy w Polsce bardzo często pracują w kilku różnych placówkach naraz, więc jest to zupełnie normalne, że ja również podjąłem pracę w drugim ośrodku. Jeśli nie zostałbym zatrudniony w Szkocji, poszukałbym drugiej kliniki w Polsce... Nie wiem, czy z czasem ciągłe podróżowanie nie zacznie mi przeszkadzać. Jeśli tak się stanie, zatrudnię się na drugi etat w Polsce.
Dorota Bawołek - Goniec Polski
Dodaj do ulubionych
Startuj z nami















Drukuj
Wyślij


Wasze komentarze
Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.Brak komentarzy.