Fryzjerki - renoma zdobyta
Jak wielu fachowców opuściło Polskę, najlepiej wiedzą rodzimi przedsiębiorcy, którym brakuje rąk do pracy. Księgowi, lekarze, tłumacze, inżynierowie... Długo by wymieniać.
Ale i w branży usługowej zrobił się spory ruch, bo do Wielkiej Brytanii przyjechało m.in. wiele kosmetyczek i fryzjerek. To właśnie one dbają teraz o wygląd płci pięknej. A ruch w interesie mają spory.
Kiedy zajeżdżam pod dom Basi Olszowskiej, drzwi otwiera mi uśmiechnięta, opalona, zadbana i piękna dziewczyna. Uśmiech praktycznie nie znika z jej twarzy, bo ma wesołe usposobienie. Akurat zastałem ją przy pracy. Podcina włosy siostrze. To ona ściągnęła ją na Wyspy w lutym zeszłego roku. Dzięki temu Basia realizuje się w zawodzie, który bardzo kocha.
Jeździłam do klientek
26 – latka do Bristolu przyjechała wraz z mężem Krzysztofem. W Polsce przez siedem lat była zawodową fryzjerką. Zwiedziła przez ten czas wiele miast, gdzie miała możliwość przypatrzeć się, jak nowe fryzury wyczarowują największe tuzy polskiego i nierzadko światowego fryzjerstwa (praktykowała w znanej francuskiej sieci fryzjerskiej). Początkowo była to dla niej tylko praca, ale z czasem zaczęło się to zmieniać. – Bycie fryzjerką stało się moją pasją. Bardzo lubię bawić się włosami (sama ma świetną fyzurę w stylu lat 80. – przyp. red.). Sprawia mi przyjemność, kiedy mogę „pomachać” trochę nożyczkami. Właściwie jest tak, że gdy tylko ktoś usiądzie na krześle już wiem, gdzie trzeba przyciąć, w jaką stronę ułożyć włosy... To prawdziwa sztuka. Rzeźbiarz przecież też dostaje kawałek drewna i tylko usuwa z niego to, co zbędne. Ja robię to samo, tyle że z włosami – śmieje się.
Zaraz po przyjeździe zajmowała się tylko tym. Pracy znaleźć nie mogła, dojeżdżała więc do klientek. Podróż autobusem zajmowała jej więcej czasu niż samo strzyżenie, układanie włosów czy balejaż. – Wywiesiłam ogłoszenie o strzyżeniu w polskim kościele. Nie wiedziałam jednak, że będzie aż taki odzew. Myślałam, że będę miała jedną, może dwie klientki w tygodniu. A tu miałam nawet po trzy, cztery dziennie! W końcu jednak, po trzech miesiącach znalazłam pracę i wizyty w domach klientek ograniczyłam – wspomina.
Pracowała osiem godzin, a potem obcinała włosy. Po trzech kolejnych miesiącach zrezygnowała z wizyt domowych. Miała już dość jeżdżenia nierzadko na peryferie miasta i „tłuczenia się” komunikacją miejską. Klientki zaczęły same przychodzić do jej domu. I tak w zasadzie zostało po dziś dzień. – Teraz pracuję do godz. 16.00 w fabryce. Potem powrót do domu i włosy. Siedem dni w tygodniu. Przychodzą do mnie i kobiety i mężczyźni, Polski i Angielki. Mam stałą klientelę, wyrobiłam sobie już markę i wiem, że jestem dobra w tym co robię – śmieje się.
Salon w przyszłym roku
Ma rację, klientki są zadowolone. Dlatego właśnie ma pomysł, jak spełnić swoje najskrytsze marzenie. – Jeszcze przed wyjazdem wiedziałam, że muszę otworzyć salon. Fryzjerka, kosmetyczka, manikiurzystka, może solarium. Na razie wszystko idzie zgodnie z planem. Pracuję rano, uczę się języka, popołudniami strzygę włosy. I wiem, że w przyszłym roku na pewno otworzę salon. Jak sobie coś postanowię, to tak musi być. I będzie! – mówi pewnie.
Czy jej mąż jest zły, że każdego dnia przez ich dom przewijają się coraz to nowi ludzie? – Krzysiek jest bardzo tolerancyjny. To najwspanialszy mężczyzna pod słońcem. Ze świecą takiego szukać. Wie dobrze, że fryzjerstwo sprawia mi przyjemność, że cieszy mnie to co robię. Nie ma więc nic przeciwko temu – mówi.
Po chwili bierze do ręki organizer, bo zadzwoniła klientka. Kolejna umówiona, w kajecie brakuje miejsca na najbliższe dwa tygodnie. I właśnie z tego Basia jest najbardziej dumna.
Twarz musi być piękna
Kto wie, czy kosmetyczką w salonie Basi nie zostanie Magda Krakowska. Dziewczyna przyjechała do Anglii trzy lata temu. Najpierw pomieszkała trochę w Londynie, potem praca przygnała ją do Bristolu. Pracowała jako barmanka, asystent sprzedaży, sprzątaczka. Teraz dostała etat w domu spokojnej starości. Elastyczne godziny pracy (sama może sobie wybrać dni) sprawiają, że po pracy, a czasem i przed pracą robi to, czego nauczyła się jeszcze w Polsce. – Jak każda kobieta dbam o swoje ciało. I jak każda kobieta mam w domu mnóstwo kosmetyków, by dobrze wyglądać. Przeczytałam kilkanaście książek o tym, jak prawidłowo ich używać. Bo niestety wiele z nas tego nie umie – mówi.
Nałoży perfekcyjny makijaż, oczyści twarz z zaskórników, pomoże przy problemach skórnych, podpowie jakie kosmetyki najlepiej pasują danej osobie. Ekstrakty z drożdży, algi morskie, mimoza, toniki czy ziołowe napary to dla niej chleb powszedni. – Nie jestem zawodową kosmetyczką, bo żadnej szkoły ani żadnego kursu z tej dziedziny nie skończyłam. Do wszystkiego jednak doszłam sama, a wiedza czerpana z książek i życia wystarczyła, by traktować to jako dodatkowe zajęcie. Bardzo lubię to robić, a przy okazji można jeszcze trochę zarobić – śmieje się.
Ma wiele klientek, bo podobnie jak Basia wyrobiła już sobie markę. Klientki, bo to głównie panie do niej przychodzą, bardzo ją chwalą. Czas pokaże, czy drogi Basi i Magdy się zejdą. Być może stanie się to szybciej niż przypuszczają.
Artur Rynkiewicz – Goniec Polski
Dodaj do ulubionych
Startuj z nami















Drukuj
Wyślij


Wasze komentarze
Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.
(2008-04-22 21:34:48)
brednie,brednie,brednie
co to za brednie az nie moge w to uwiezyc .znam duzo fryzjerek i kosmetyczek ktore mieszkaja w bristolu i co najwyzej maja po 2 klientki w tygodniu.a o pracy w zawodzie kosmetyczki mozesz zapomniec bez dyplomu bo jak wiesz jest to nie legalne szczegolnie jesli chodzi o zabiegi na twarz.a tak przy okazji to wiecie ile polskich salonow kosmetyczno fryzjerskich jest otwartych w bristolu.co za brednie,proponuje pani redaktor przyjechac do bristolu i sprawdzic realia.~