Ciężka praca rikszarza
2008-04-09 02:51:35
Aktualizacja: 2008-04-09 02:51:35
W ciągu ostatnich kilku lat liczba riksz w Londynie wzrosła dwukrotnie. Prawie połowę rikszarzy, czyli ok. 250-300 osób, stanowią Polacy. Jak barwna, a zarazem ciężka jest to praca pisze tygodnik „Przekrój”.
Największe polskie firmy rikszarskie to London Rickshaw i Traditional Rickshaw. Jeszcze sześć lat temu po Londynie jeździło zaledwie 20 takich rowerowych taksówek, ostatnie dwa lata to jednak okres wzmożonego zainteresowania tym środkiem lokomocji. Wśród pasażerów sporo jest turystów, bo riksze stały się rozpoznawalną atrakcją Londynu. Przede wszystkim jednak z usług firm rikszarskich korzystają londyńczycy przenoszący się z imprezy na imprezę.
Nie licząc specjalistów pracujących w City, rikszarze są elitą finansową wśród londyńskiej emigracji. Najlepsi potrafią w dwie noce w tygodniu zarobić 500 funtów. Zdarzają się jednak dni, gdy nie zarobi się nic. – Trzeba zacisnąć zęby i się przełamać. Nie tylko dlatego, że trzeba za coś żyć, ale też zapłacić 50-100 funtów depozytu za rikszę albo nawet 150 za taką z silnikiem elektrycznym – wyjaśnia Bartek Sobota z London Rickshaw.
Rikszarze mają też swoich wrogów. Należą do nich taksówkarze, którzy nienawidzą konkurencji ze strony firm rikszarskich. – Starają się, jak mogą, żeby uprzykrzyć nam życie: zajeżdżają nam drogę, trąbią, nie przepuszczają, klną, a jak tylko mogą, lobbują na rzecz licznych utrudnień przy rejestracji riksz, które na razie mają nieuregulowany status prawny – mówi Michał Piątek. – To dlatego taką ironią losu był jeden z moich ostatnich kursów, gdy wiozłem kierowcę, któremu właśnie ukradli taksówkę. Boże, jak go skręcało! – śmieje się Przemek.
Niemałym utrudnieniem jest też w pracy rikszarza dość ciężka do zapamiętania topografia miasta. – Siatka małych uliczek, często jednokierunkowych, to na początku największy stres. Na szczęście pasażerowie zwykle są bardzo życzliwi i jak się mówi, że to pierwszy tydzień pracy, są nie tylko wyrozumiali, ale także dają większe napiwki. Dlatego niektórzy „pierwszy dzień pracy” mają kilka razy w roku, podobnie jak urodziny.
Zostać rikszarzem nie jest trudno. Nabór do pracy, głównie przez Internet, przeprowadzany jest przez cały rok. Trzeba przejść tzw. próby garażowe (jazda rowerem z 50-kilogramową kanapą między wąsko rozstawionymi słupkami), a potem testy jazdy po mieście z pomocą książkowej mapy miasta. Warto też znać terminarz najważniejszych imprez w mieście i godziny zakończenia spektakli. To najważniejsza wiedza dla poszukującego klientów rikszarza.
Piotr Kalisz - Goniec.com
Największe polskie firmy rikszarskie to London Rickshaw i Traditional Rickshaw. Jeszcze sześć lat temu po Londynie jeździło zaledwie 20 takich rowerowych taksówek, ostatnie dwa lata to jednak okres wzmożonego zainteresowania tym środkiem lokomocji. Wśród pasażerów sporo jest turystów, bo riksze stały się rozpoznawalną atrakcją Londynu. Przede wszystkim jednak z usług firm rikszarskich korzystają londyńczycy przenoszący się z imprezy na imprezę.
Nie licząc specjalistów pracujących w City, rikszarze są elitą finansową wśród londyńskiej emigracji. Najlepsi potrafią w dwie noce w tygodniu zarobić 500 funtów. Zdarzają się jednak dni, gdy nie zarobi się nic. – Trzeba zacisnąć zęby i się przełamać. Nie tylko dlatego, że trzeba za coś żyć, ale też zapłacić 50-100 funtów depozytu za rikszę albo nawet 150 za taką z silnikiem elektrycznym – wyjaśnia Bartek Sobota z London Rickshaw.
Rikszarze mają też swoich wrogów. Należą do nich taksówkarze, którzy nienawidzą konkurencji ze strony firm rikszarskich. – Starają się, jak mogą, żeby uprzykrzyć nam życie: zajeżdżają nam drogę, trąbią, nie przepuszczają, klną, a jak tylko mogą, lobbują na rzecz licznych utrudnień przy rejestracji riksz, które na razie mają nieuregulowany status prawny – mówi Michał Piątek. – To dlatego taką ironią losu był jeden z moich ostatnich kursów, gdy wiozłem kierowcę, któremu właśnie ukradli taksówkę. Boże, jak go skręcało! – śmieje się Przemek.
Niemałym utrudnieniem jest też w pracy rikszarza dość ciężka do zapamiętania topografia miasta. – Siatka małych uliczek, często jednokierunkowych, to na początku największy stres. Na szczęście pasażerowie zwykle są bardzo życzliwi i jak się mówi, że to pierwszy tydzień pracy, są nie tylko wyrozumiali, ale także dają większe napiwki. Dlatego niektórzy „pierwszy dzień pracy” mają kilka razy w roku, podobnie jak urodziny.
Zostać rikszarzem nie jest trudno. Nabór do pracy, głównie przez Internet, przeprowadzany jest przez cały rok. Trzeba przejść tzw. próby garażowe (jazda rowerem z 50-kilogramową kanapą między wąsko rozstawionymi słupkami), a potem testy jazdy po mieście z pomocą książkowej mapy miasta. Warto też znać terminarz najważniejszych imprez w mieście i godziny zakończenia spektakli. To najważniejsza wiedza dla poszukującego klientów rikszarza.
Piotr Kalisz - Goniec.com
Dodaj do ulubionych
Startuj z nami















Drukuj
Wyślij


Wasze komentarze
Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.Brak komentarzy.